Dla każdego wędrowca jednym z największych potencjalnych problemów na szlaku jest pogorszenie stanu zdrowia. Niekoniecznie mówimy to o wypadku, a po prostu o chorobie, która dopada trekkera się w czasie podróży. Tym bardziej że w różnych rejonach na świecie wcale nie jest trudno podłapać dolegliwość, która codziennie zbiera wśród lokalnej ludności śmiertelne żniwo.

W poprzedniej części powiedzieliśmy sobie właśnie o takich chorobach – tyfusie, malarii i innych, które są typowe dla konkretnych regionów. Mówiliśmy o ich objawach, a także o potencjalnych sposobach na ochronę przed nimi. Tymczasem nie zawsze chorujemy przez patogeny, pierwotniaki czy inne drobnoustroje. Niekiedy problem ze zdrowiem pojawia się z zupełnie innych przyczyn. Samo środowisko, po którym się wędruje, może powodować liczne kłopoty. Choć nie są to choroby, jakie rozumiemy w typowym znaczeniu, to niewątpliwie należą do najpoważniejszych dolegliwości, z jakimi może przyjść nam mierzyć się na szlaku.

Choroba wysokogórska

W górach, które pną się wyżej niż większość tych, które są w naszym kraju, jednym z największych problemów jest rozrzedzone powietrze. To zaś powoduje, że nasz organizm otrzymuje dużo mniej tlenu, niż w przypadku przebywania na niższych wysokościach. Problem ten zaczyna się pojawiać w momencie, kiedy przekraczamy barierę około 1500-2000 m n.p.m. i im wyższa wysokość, tym bardziej staje się on dolegliwy.

Komu najbardziej zagraża ta choroba? Zasadniczo dotyczy ona każdego, a wystąpienie konkretnych objawów to rzecz ściśle indywidualna. Można natomiast wyróżnić kilka jej odmian.

AMS – czyli ostra choroba wysokogórska

Ostrą chorobą górską nazywamy zespół objawów, na które składają się m.in. zawroty głowy, zaburzenia snu, brak apetytu, a przede wszystkim bóle głowy, wymioty i uczucie zmęczenia. Pojawiają się one w wyniku wdychania niedostatecznej ilości tlenu, co wymusza na organizmie zmianę normalnego funkcjonowania.

Przypomnijmy sobie, że tlen jest nam potrzebny do wszystkich procesów życiowych – dostarcza energii do pracy mięśni, mózgu, a także wszystkich narządów. W wyniku natomiast obniżonej ilości tlenu w organizmie zaczyna on produkować więcej czerwonych krwinek, próbując dostarczyć jego odpowiednią ilość z płuc do wszystkich innych obszarów naszego ciała. To zaś powoduje nie tylko „gęstnienie” krwi, ale też wymusza intensywniejszą pracę całego ustroju.

Zasadniczo dolegliwości te mogą dotknąć każdego, kto wędruje pośród wyższych gór. Osoby o gorszej kondycji będą znosiły jeszcze ciężej te objawy, gdyż sama wędrówka jest dla nich większym trudem niż dla osób, które na co dzień są aktywne ruchowo.

Jak można się przed nią uchronić? Zasadniczo – realnie oceniając swoje możliwości i postępując systematycznie, bez pośpiechu. W warunkach wysokogórskich nie powinniśmy przekraczać wysokości 300 metrów następnego biwaku względem poprzedniego. Należy również uważnie obserwować reakcje swojego ciała – czy objawy się nasilają, czy stają się lżejsze. Jeśli są bardziej dokuczliwe, może okazać się konieczne, by zejść tymczasowo nawet o tysiąc metrów w dół.

Najważniejsza w ochronie przed AMS jest prawidłowa aklimatyzacja, stąd wspinanie się na szczyty nie powinny być zbyt agresywne i powinny być rozpatrywane przez pryzmat realnych możliwości całej grupy. Jeśli jeden jej członek przejawia objawy AMS, to dobrą praktyką jest wykonać nawet dzień przestoju, aby dać mu czas na przystosowanie się. Jedno słabe ogniwo bowiem może zaważyć na bezpieczeństwie całej grupy.

Niektórzy stosują również specjalny lek – acetazolamid, który pomaga uporać się z efektami AMS. Może jednak powodować uczulenia, a także mrowienia u końca kończyn i na twarzy. Działa też moczopędnie. Co ważne – nie ochroni nas też przed innymi chorobami, które wiążą się z wchodzeniem na najwyższe góry.

HACE – czyli wysokogórski obrzęk mózgu

Mózg jest tym organem, który zużywa mnóstwo tlenu do swojej pracy. Wszyscy wiemy, jak kończy się dla człowieka odcięcie tego gazu do głowy. Jest również wrażliwy na sytuację, w której ilość tlenu jest ograniczona. To zaś powoduje obrzęk, a w efekcie – nacisk mózgu na czaszkę. Od tego momentu krótka droga do różnych nieprzyjemnych efektów, łącznie z najgorszym możliwym scenariuszem – śmierci.

Jakie są objawy HACE? Przede wszystkim zmiana zachowania i bóle głowy. Osoba, która boryka się z tą dolegliwością, staje się apatyczna, agresywna lub leniwa. Do tego zaburzona jest jej koordynacja ruchowa, może wymiotować albo też cierpieć z powodu zakłócenia działania zmysłów. W diagnozie tych problemów pomagają proste badania neurologiczne:

  • dotknięcie palcem wskazującym końcówki nosa z przymkniętymi oczami,
  • poruszanie się z pięty na palce w prostej linii,
  • stanie wyprostowanym z zamkniętymi oczami i wyciągniętymi ramionami.

Jeśli pojawiają się przesłanki, że któryś z członków zespołu cierpi na HACE, to w pierwszej kolejności należy zejść niżej, stale monitorując chorego. Po zejściu zaś należy go wygrzać, a jeśli posiadamy w apteczce – podać acetazolamid lub deksametazon. Bagatelizując te objawy, ryzykujemy śmiercią, która może nastąpić nawet w ciągu godziny.

HAPE – czyli wysokogórski obrzęk płuc

To kolejna z groźnych dla zdrowia i życia dolegliwości, jaka pojawia się w przypadku wędrowania po wysokich górach.

Wraz z pięciem się na kolejne metry n.p.m. zmienia się sposób oddychania – jest szybsze i głębsze, dzięki czemu nawet przy rozrzedzonym powietrzu możemy dostarczyć wystarczającą ilość tlenu do organizmu. Większa ilość czerwonych krwinek przepływa też przez nasze ciało, starając się rozdysponować odpowiednią ilość energii z tego gazu do komórek i tkanek. Niestety – w płucach gromadzi się również płyn, który może być przyczyną HAPE.

Poznać je można przede wszystkim po takich objawach jak problem z oddychaniem, uczucie zmęczenia, nieustający kaszel, pojawiająca się spieniona wydzielina, w dalszym stadium podbarwiona krwią, a także zasinienia w okolicach jamy ustnej i paznokci. Charakterystyczne jest też długie „odzyskiwanie” zwykłego oddechu, duszności pojawiające się nawet w czasie odpoczynku czy bulgoczące odgłosy w płucach.

Przy każdym podejrzeniu, że zapadło się na tę chorobę, należy wykonać dwie rzeczy – przede wszystkim zejść, a później – szukać pomocy medycznej. Warto też zapamiętać, że w przypadku, kiedy raz zapadnie się na HAPE, to jest duża szansa, że na podobnej wysokości dolegliwość pojawi się ponownie. Choremu można też podać nifedypinę lub acetazolamid.

Jeśli choroba zostanie zignorowana, może dojść do duszności, które prowadzą do śmierci. Podobnie jak w przypadku HACE, może ona nastąpić nawet w ciągu godziny od pojawienia się pierwszych objawów.

Co robić, by uchronić się przed tymi chorobami?

Podstawą, jak mówiliśmy, jest aklimatyzacja. Każda wyprawa w wysokie góry wymaga odpowiedniego przygotowania. Warto więc obrać kurs wpierw na niższe wzniesienia, które pomogą nam przygotować się do zdobywania tych wyższych. W profilaktyce przed HAPE pomaga również zadbanie o odpowiednią kondycję fizyczną. Treningi aerobowe pomagają przystosować organizm do wzmożonego wysiłku, a tym samym – zmniejszenia ilości zadyszek.

Należy też zawsze dokładnie zaplanować trasę z mapą – każdy obóz, każdą sytuację awaryjną. Dzięki temu ryzyko wystąpienia objawów zostanie zmniejszone do minimum (jeśli będziemy pamiętać o tym, by nie szarżować z wysokościami), a w razie konieczności – łatwiej będzie podjąć działania ratunkowe.

Ważna jest też skrupulatna obserwacja reakcji organizmu w czasie treku. Warto więc znać objawy każdej z tych chorób i szczerze oceniać swoje możliwości. Jeśli tylko któryś z symptomów się pojawi i nie będzie chciał ustąpić, nie warto ryzykować zdrowiem swoim czy innych – życie bowiem jest najważniejsze. Należy też pamiętać, że tempo zespołu powinno być dostosowane do tempa najsłabszego z członków, w myśl zasady, że karawana wędruje tak szybko, jak najwolniejszy wielbłąd. Dzięki temu jest duże prawdopodobieństwo, że unikniemy wszelkich nieprzyjemności związanych z chorobami wysokogórskimi.

Oceń ten artykuł

There are currently no comments.